Październik zeszłego roku. Kolano boli tak dotkliwie, że rezygnuję z wieczornego spaceru i zostaję w domu z poduszką elektryczną. Marzec tego roku. Przeszedłem osiem kilometrów po górskim szlaku razem z wnukiem, który chciał zobaczyć wodospad. Pomiędzy październikiem a marcem jest ForceFlex na stawy i kilka innych równie ważnych zmian, które razem zrobiły tę różnicę.
Ale zacznijmy od początku, bo łatwo byłoby powiedzieć, że to wyłącznie suplement był odpowiedzialny za zmianę. Nie byłoby to ani uczciwe, ani prawdziwe.
W październiku decyzja była prosta i twarda: albo operacja, albo konsekwentna praca nad tym, co mam. Wybrałem pracę. Fizjoterapia dwa razy w tygodniu przez pierwsze dwa miesiące, codzienne wzmacnianie mięśni uda i łydki, redukcja masy ciała o sześć kilogramów, rezygnacja z biegania na rzecz nordic walkingu w dobrym obuwiu. I ForceFlex na stawy, codziennie rano bez jednej pominięcia.
Który z tych elementów zrobił największą różnicę? Szczerze nie wiem i nie próbuję tego ustalać. Fizjoterapeutka mówi, że mięśnie stabilizujące kolano pracują znacznie efektywniej niż przed rokiem. Ortopeda mówi, że degeneracja chrząstki na ostatnim MRI nie postąpiła, co przy moim stadium jest bardzo dobrym wynikiem. Ja mówię, że marzec był możliwy, bo październik wywołał decyzję o fundamentalnej zmianie podejścia.
ForceFlex na stawy był i pozostaje stałą, codzienną częścią tej układanki. Bez niego równanie byłoby niekompletne. Szlak miał czterysta metrów przewyższenia i kilka kamienistych odcinków wymagających uważności. Wnuk szedł pierwszy, ja za nim w swoim tempie. Na szczycie zdjęcie z panoramą. Kolano milczało przez cały powrót i przez cały wieczór po powrocie. To wystarczy.
